Parlament Europejski przyjął wczoraj rezolucję stwierdzającą, że aborcja jest prawem człowieka, a kraje członkowskie powinny ją zalegalizować. Z pewnością legalne przerywanie ciąży będzie niedługo w Polsce standardem, tak jak stała się nim unijna edukacja seksualna, równość małżeńska i brak „stref wolnych od LGBT”.https://05aa14534d84884637b59bf57aa9fcb6.safeframe.googlesyndication.com/safeframe/1-0-38/html/container.html

To nie tak, że rezolucja jest niepotrzebna – o prawach reprodukcyjnych trzeba mówić i cieszę się, że europarlamentarzyści pamiętają o Polsce. Problem w tym, że w stronę Brukseli patrzymy z nadzieją już zbyt wiele lat, by kolejne zatroskane słowa i mocne oceny napawały optymizmem.

Droga Komisjo Europejska, nasze prawa są łamane

REKLAMAhttps://05aa14534d84884637b59bf57aa9fcb6.safeframe.googlesyndication.com/safeframe/1-0-38/html/container.html

W kontekście wczorajszego głosowania przypomniałam sobie inne z początku tego miesiąca. 10 czerwca Europarlament przegłosował bowiem wszczęcie przygotowań do pozwania Komisji Europejskiej w sprawie zaniechań i bezczynności. Chodzi konkretnie o słowo „praworządność”, którego jeszcze kilka lat temu używaliśmy bez przerwy, ale które po nagonce na LGBT+, kolejnych aferach rządu, pandemii i wreszcie zakazie aborcji zeszło trochę na dalszy plan. Parlament oskarża Komisję, że zaniedbuje swoje obowiązki i niedostatecznie naciska na kraje jak Polska i Węgry. Co z tego wyniknie i kiedy? Obawiam się, że prędzej doczekamy się wyborów i zmiany władzy niż realnych konsekwencji dla rządów Morawieckiego i Orbána.

Źródło: NOIZZ.PL